Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/72

Ta strona została przepisana.
XXVII.

Ranek po rewolucyi. Z jakiemże zdziwieniem zbudzili się ci, którzy udali się na spoczynek jeszcze ogarnięci gorączką czynu i zapadli w sen pełen zwidywań bohaterskich wysiłków i zamętu walki. Otworzyli oczy i pół senni jeszcze, pojąć nie mogą, że to wszystko tak szybko się stało. Muszą zbierać myśli i przypominać sobie fakta i szczegóły wypadków dnia wczorajszego. Entuzyaści, którzy przed kilku godzinami biegali po ulicach i pałacach, wyrzucając w niebiosy okrzyki nadziei i tryumfu, oszołomieni są teraz powodzeniem i znużeni walką. Ciało opada na posłanie, mózg woła o spoczynek. Pytają się siebie wzajem i dziwią, a ręce ich bolą, jakby nazajutrz po przepitce i wybuchu namiętności. Pytają się, kto im dał tego wina złudzeń, kto napoił ich serca takim zapałem, młodością i miłością. Energia przemienia się w rozpamiętywanie, wola nie zmienia się bezpośrednio w czyn, z aktorów przemienili się we widzów i teraz jasne im, że mylili się, sądząc, że odegrali całą sztukę. Brali jeno udział w prologu. Przyszli bowiem inni, ci, co podczas zamętu walki trzymali się na uboczu i teraz nabrali odwagi widząc, jak łatwo wyczerpują się siły ulic. Ci nowoprzybyli uporządkują to, co poprzewracano, wszystko niemal przywrócą na dawne miejsce, zmieniwszy jeno kilka etykietek. Likwidacyą rewolucyi zaraz w nocy zajęli się ludzie przebiegli, trzeźwi, świadomi, klucznicy historyi, notaryusze, adwokaci, aferzyści. Rodząc się, przynieśli już z sobą na świat zmysł rządzenia, znają dokładnie mechanizm cały, każdą sprężynę i kółko, umią pokierować ruchem roztropnie, wiedzą, jakie należy poczynić koncesye, ale wiedzą także, że wystrzegać się należy wszelkiej zmiany biegu rzeczy w państwie i losach jedno-