Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/98

Ta strona została przepisana.

idący na czele swych ludzi, z obnażoną szablą w ręku, pada od czyjegoś strzału, zanim zdołał zrozumieć o co idzie, zanim zdołano spróbować pertraktacyj pokojowych. Następuje salwa, zamęt, po obu stronach zabici i ranni tamują ruchy, rozlegają się przerażające okrzyki. Ale wojsko poniosło znaczne straty, posterunek został wzięty, oddziały poszły dalej. Na ulicy de Jérusalem gęsto padają strzały, ale nie można zdobyć prefektury, bo zabarykadowana jest i broniona. Powstańcy cofają się, wracają na punkt zborny, na place du Châtelet, by spotkać się z oddziałami Martin Bernarda i Blanquiego, które poszły tymczasem w inną stronę. Na placu du Châtelet oddziały zlewają się znowu w jedną kolumnę i zajmują ratusz, licho strzeżony. Przy tej okazyi rozgrywają się sceny najrozmaitsze. Raz zwyciężywszy, powstańcy muszą się znowu cofać, idą powtórnie do ataku i znowu są panami pozycyi, na to jednak, by ją w następnej chwilli utracić. Tak się miotają w ciągłym wysiłku i niepewności, otoczeni rosnącemi z każdą chwilą falami wojsk królewskich, naciskani ze wszystkich stron, ogłuchli od warkotu bębnów. Nareszcie ratusz zdobyty.
Ale cóż robić w zdobytym ratuszu, gdy się pokończyło wszystkie dekrety, podpisało odezwy, zredagowało proklamacye, których nikt nie będzie czytał?... Blanqui mianowany zostaje dowódcą naczelnym, Barbés, Martin Bernard, Quinot, Meillard, Nettré komendantami dywizyi armii republikańskiej. Ale i to nie wystarcza na długo, powstańców niebawem ogarnie zniechęcenie, gdy spostrzegą, że ludność nie sympatyzuje z nimi, że znajdują się obojętnem, a nawet wrogim środowisku. Jeśli oczy ciekawego tłumu, obojętnie spoglądają na ruchawkę, to powstańcy z koniecznością fatalistyczną uledz muszą regularnym wojskom, choćby wśród nich byli sami bo-