Strona:Guy de Maupassant-Wybór pism (1914).djvu/021

Ta strona została uwierzytelniona.

Pół godziny upłynęło gdy usłyszał kroki na drodze i mimo że noc była ciemna, rozróżnił jeszcze silniejszy cień sutanny. Porwał się na nogi nie śmiąc nawet przemówić, niechcąc nawet dowiedzieć się prawdy.
Ksiądz spostrzegł go i zawołał wesoło:
No, mój drogi chłopcze, sprawa twoja jest załatwiona.
Cezar nieśmiało przemówił:
Załatwiona!... Czy to możliwe?
Tak mój chłopcze, — choć nie bez trudu — Co za stary nudziarz ten twój ojciec!
Wieśniak powtarzał: Niemożliwe, niemożliwe!
Tak, tak! — mój chłopcze. Przyjdź do mnie jutro w południe dać na zapowiedzi.
Cezar pochwycił gorąco rękę proboszcza, ściskał ją, wstrząsał, pocierał, bełkocząc: A więc to prawda, prawda! Księże proboszczu... słowo honoru, zobaczy mię z pewnością ksiądz proboszcz, w niedzielę na kazaniu.

II

Ślub odbył się w połowie grudnia, był bardzo skromny, nowożeńcy nie byli bowiem bogaci, Cezar odziany w nowe ubranie, o godzinie ósmej rano był już gotów, by udać się po swą narzeczoną i zaprowadzić ją do mera. Ale było jeszcze zawcześnie, siadł zatem przy stole w kuchni i o-