Strona:Helena Mniszek - Królowa Gizella T.1.djvu/160

Ta strona została przepisana.

— Ottaro! W mojej osobie klęczą teraz przed tobą w błaganiu całe Rekwedy...
Cesarz podniósł szybko żonę i głęboko wzruszony przycisnął ją do piersi.
— Gizello, coś uczyniła! Czy Rekwedzi godni są twego serca i twojej wiary? Zrobię wszystko, co zechcesz, byle się o tem przekonać i aby tę dobę jasną, której sam pragnę, przyśpieszyć. Daję ci na to słowo moje cesarskie.
Ciche łzy szczęścia spływały z cudnych oczów Gizelli.


Wykwintny, na wzgórzu wzniesiony pałacyk tonął w mnóstwie drzew egzotycznych i pod wachlarzem palm wyniosłych, odbijając się w rozkołysanych falach morskich rąbkami rozsłonecznionej bieli. Był jak zawieszony w błękitach kosz pełen kwiecia — tyle bujnej zieleni, taki przepych wyszukanej roślinności wieńczył go dokoła.
Na tarasie, ocienionym rozłożystemi palmami pod złotą mimozą cesarzowa Gizella spędzała długie godziny. W oczach monarchini był smutek głęboki, niekiedy, tęsknota zamajaczyła chmurką, lecz nie na długo, bo wnet rozpływała się w melancholijnej zadumie, oderwanej od świata, który ją otaczał. Serce Gizelli było raną krwawiącą, lecz ból jej łagodziła zupełna samotność i cisza, to jedyne odosobnienie, wybrane dobrowolnie, które Gizellę cieszyło.
Od czasu ucieczki swej z Idania już po raz setny może pytała samej siebie, czy ten gwałtowny wyjazd jest zgodny z jej pojęciami, jakie ją obowiązywały. Odpowiadała sobie, że nie, że zrobiła krok, który imię męża i jej rzucił na pastwę ludzkiej obmowy i złości. Myśl jednak o powrocie do Ottokara była od niej daleka. Ambicja jej cierpiała zbyt silnie, ugodzona duma, godność kobieca, buntowała się przeciwko wszelkim rozumowaniom. Mogła wybaczyć mężowi jego lekkomyślne miłostki, bo istotnie był pełen wdzięku rycerskiego i tym czarował kobiety. Lecz ostatnia jego romantyczna wielce przygoda z góralką na polo-