Strona:Helena Mniszek - Panicz.djvu/106

Ta strona została przepisana.

— Ładnie mię pani maluje, mogę podziękować — burknął Denboff.
— Zrywam tylko pańską maskę w której mu nie do twarzy.
— Więc się pani nie podobam? sarknął ironicznie.
— To jest i dla mnie i dla pana kwestja zupełnie obojętna.
— Ach tak! Sądziłem, że pani w tym wypadku jest egoistką, że woli widzieć we mnie demokratę... w pańskiej skórze, bo demokracja to pani konik, czuła struna, chciałem powiedzieć.
Ira poczerwieniała, odrzekła jednak bez namysłu.
— Ja tylko nie cierpię, gdy ktoś szlachecką skórę chce gwałtownie przemienić na wielkopańską i proces ten niemiłosiernie parodjuje.
— Ja nic nie przemieniam, proszę pani, jestem zawsze tylko sobą.
— Właściwie pan sam nie wie, czem pan jest.
— Owszem, wiem, że jestem Denhoff, czyli nie byle kto — rzucił wyzywająco.
— A! Przed takim argumentem schylamy głowy — odrzekła Ira z tak zabawnym patosem, że kilka osób siedzących bliżej zaśmiało się.
Ryszard był zły. Odczuł usposobienie ogólne i ono go nie pocieszyło.
— Wolno sarkać na ten argument lecz nie wolno przeczyć — rzekł chłodno i dobitnie.
— Ależ wierzę, tylko to mi nie imponuje.
— Ani mnie — dorzucił Osinowski.
Denhoff spojrzał nań wzrokiem, który mówił wyraźnie: — „no, tobie imponuje, tylko udajesz że nie“.
Atmosfera drżała od wrogich słów niewypowiedzianych ale wzajemnie odczutych. Denhoff siedział nadąsany gniewnie: lada chwila ciśnie coś groźnego.
— Któż się tam, panie mój, kłóci przy tym demokratyczno-katolickim stole. Ach! Denhoff i panna Ira? Osobliwość!
Paszowski przechylił głowę przez kilka grzbietów i mocno już podchmielony zaglądał ciekawie.
— Cóż pana tak dziwi? — kwaśno rzekł Denhoff.
— No, dziwi pewno. Zawsze państwo świecicie przykładną zgoda.
— Ale nie zawsze są obiady z biskupem, trzeba to uczcić — żartował Turski.
— Podobno zawse wina obficie pite na plebanii, w towazystwie księży, sprlawiają rlewolucję — zadecydował Teoś.
— Cicho siedź! Pyszne wino, wyborne! Do wszystkich aniołów niebieskich i ziemskich, bodajby to biskup częściej wizytował swe owieczki.
— Nie wystarczyłoby piwnic, zwłaszcza przy takich biboszach, jak pan, dokuczał Ryszard Paszowskiemu.