Strona:Helena Mniszek - Panicz.djvu/136

Ta strona została przepisana.

— Sztuka. Malarstwo.
Ryszard zaciął klacz z prawdziwą furją.
— Et! Z panią nigdy rozmawiać nie potrafię! Piękny mi mąż! Miraż!
„Dziudzio“ był zły, okładał batem nieszczęsną klacz, że niosła linijkę prawie w powietrzu.
— Panie, gdzież ten dom pański? Czego my tratujemy park? Skorośmy przyjechały, to już zejdźmy, — mówiła Ira zaglądając figlarnie w oczy Denhoffowi.
— Pani mię rozgniewała. Ja dla pani pragnąłbym innej miłości, innego związku.
— Dziudziu najdroższy, klnę ci się na moje puste serce, że nie chcę mieć za męża Teosia Paszowskiego, ani jego ojca, chociaż obu miłuję gorąco. A przecież tylko oni zostali w okolicy, bo nawet słodki Gutek wyjechał do Warszawy i Perzyński podążył tam za Marylą. Mój Boże!...
— Ojej! Jak mnie pani dziś złości. Jest też kogo wyliczać.
— Otóż i dom! Jaki śliczny!
Wjechali na obszerny kolisty dziedziniec, obsadzony dokoła, niby murem, gęstym, strzyżonym żywopłotem, z niego wystrzelały do góry proste jak dzidy, topole włoskie. Kwietniki już powiędły, gdzieniegdzie czerwienił spóźniony kwiat werbeny, tam błysnął bratek zapłakanem oczkiem, tam znów zalśnił wśród trawy żółty, ostatni chryzantem. W grupie modrzewi i świerków, na boku, pod żywopłotem, wznosiła się marmurowa kolumna, z bronzową statuą Matki Boskiej Łaskawej, w złocistej z gwiazd aureoli i złotemi promieniami płynącemi z jej palców. Otaczały ją róże mszyste, jeszcze teraz okryte anemicznemi kwiatami. Ira i Ziula wysiadły przed figurą podziwiając jej piękność.
— Kiedy pan to postawił? pytała Irena.
— Zaraz po pierwszem porozumieniu z Dorcią, gdy mi rzekła — „tak“, owe błogosławione — tak. — Odtąd zawsze modlę się tu a skoro jestem nieobecny, myśli swe tu przenoszę.
Denhoff narwał pęczek róż i dał pannom. Poczem wskazał Irenie dom i rzekł z uśmiechem.
— Palazzo Zuzzari. Prawda?...
— A pan chce być Andrzejem hrabią d‘Ugenta? Gdzież Helena Muti, księżna Sterni? przecie nie Dorcia?
— O czem wy mówicie? spytała Ziula.
— Czytała pani „Il piacere“ D’Annunzia? po polsku — „Roskosz“?
— Nie.
— A! to szkoda!
— To jeszcze nie dla Ziuli czytanie.
— Owszem, powinnaby przeczytać, pan Rymsza by na tem zyskał.