Strona:Helena Mniszek - Panicz.djvu/191

Ta strona została przepisana.

— Pan tak okrutnie przedstawił świat. Czyż jest taki naprawdę... — mówiła Dorcia.
— Dudusiu złoty, tyś jest anioł, świat to co innego. Zresztą wiesz co? ty jesteś szczerością, ja zaś twoim narzeczonym. Ale... w takim razie świat... byłby prędzej zbawiony — szeptał Ryszard płomiennemi wargami.
Dora poczerwieniała.
— Stawajmy na miejscach, gdzie nasze vis a vis?... — rzekła prędko.
Turski znowu podszedł do Maryli.
— Pani tańczy?
Parsknęła śmiechem.
— Zdaje się! A to w porę?!
— Z kim pani tańczy?
— Z narzeczonym.
Kłamstwo i Blaga — przemknęła mu myśl.
— Ach z baronem Poszyngierem — rzekł głośno.
— Tak z moim narzeczonym — powtórzyła dobitnie.
Turski zaciął silnie szczęki, spytał jeszcze prawie sycząc przez zęby.
— Czy mogę prosić o mazura?
— Zajęty.
— A drugi mazur, kotyljon, następne kontredanse...
— Zajęte wszystko, karnet mam zapisany doszczętnie.
Obok zabrzmiał ironiczny głos barona.
— Spóźnił się pan, widzę?...
Maryś drgnął jak ukąszony, spojrzał na Poszyngiera okropnym wzrokiem. Jeden moment i byłby skandal, wtem Denhoff ścisnął Turskiego za ramię, niemal odszarpnął go od Maryli.
— Panna Irena prosi pana...
Odeszli.
— Co pan znowu? Skąd mnie Ira?... Co to jest.
— Pan tańczy z panną Ireną, odmówiła komuś tam; na pana czeka.
Turski zrozumiał. Ścisnął rękę Ryszarda mówiąc jakimś żałosnym zgnębieniem.
— Dziękuję panu, tyś mój dobry przyjaciel.
— Spokoju panie! przecie to bal, to światowe lach tam ti... dy ry... bum! Śmiać się do rozpuku i hasać, szaleć.
Irena wzięła brata pod rękę.
— Tańczymy Maryśku, dobrze?... — spytała słodko.
— Jak chcesz.
Pochylił się i pocałował siostrę w rękę. Czuł, że ona z Denhoffem uratowali go od awantury.
Po kontredansie Maryś palił w foyer, gdy podsunął się do niego Skórski.