Strona:Helena Mniszek - Pluton i Persefona.djvu/53

Ta strona została przepisana.

PLUTON (z zapałem).
Dlatego właśnie chcę ją mieć, władać nią i będę!

(Klaszcze w dłonie, karły-służalcy wpadają).

Wezwać tu Hermesa boga!
HEFAJSTOS (z okrzykiem).
Wojna wydana!... Wielkie to zapasy, gorsze niż Tytanów, bo równiejsze siły. Chmuro-władny w szał wpadnie, gotów zwalić ziemię, a srebrnopióry, złotokędziorny mistrz tonów, ot... natchnienie straci... Hehe!... Olimpijsko-piekielna komedja! Ale Persefona, ooo! enigma wielka. To nie jest rzecz mała, to gruba stawka Nie chciałbym być teraz śmiertelnym na ziemi Mama Demeter w gniewie straszniejsza, niż jędze. Taka teściowa... Ehe!... Ważysz się, Plutonie... rozwali Tartar, gdyby tutaj wpadła. Na białe łono mojej wiernej małżonki, odważnyś, Plutonie!

SCENA X.
PLUTON, HEFAJSTOS, HERMES.
(Zjawia się Hermes, smukły, czarniawy, w greckiej chlamidzie odrzuconej w tył, koloru ponsowego. Kapelusz ze skrzydłami po bokach, jak do lotu, takież złote skrzydełka przy stopach w sandałkach czerwonych. W ręku trzyma laskę, kaduceusz skrzydlaty, otoczony wężem podwójnie).