Strona:Helena Mniszek - Pustelnik.djvu/47

Ta strona została przepisana.
II.

Gdy na obszerny dziedziniec, przed stajnie jarowskie wpadł rozhukany Machmud, ziejący ogniem z nozdrzy, z rozwianą grzywą i ogonem, niepokój zapanował wśród służby.
Wypadek z księżną zdawał się rzeczą pewną. Oglądano konia, czy nie ma jakich śladów, najsmutniejsze przypuszczenia, domysły krążyły wśród wystraszonych masztalarzów, stajennych i forysiów. Nikt nie śmiał zawiadomić o tem księcia, spożywającego właśnie śniadanie.
Wieść dosięgła szybko pałacu i strzelca księżnej. Daniło, małorus z krwi i kości, szczerze przywiązany do swej pani, nie zastanawiając się ani chwili, ruszył do księcia. Wszedł do sali stołowej, wyprostował się, jak struna, w swej bogatej liberji i nie pytany, rzekł krótko:
— Nieszczęście!
Książę jadł właśnie ostrygi i smakowicie wyciskał na jedną sok z cytryny, z apetytem myśląc o jej przełknięciu. Podniósł niechętnie głowę i gniewnie spojrzał na strzelca. Ostrygę trzymał w palcach w zawieszeniu.
— Co się stało?...
— Nieszczęście — powtórzył Daniło tragicznym głosem.