Strona:Helena Mniszek - Verte T.2.djvu/72

Ta strona została przepisana.

Elża wyszarpnęła list z koperty niemal z wybuchem, trzęsąc się z wrażenia. Kilka bristolowych kart, zapisanych bardzo różnym pismem Artura, nienormalnie dużym lub nadmiernie drobnym, targanym i rozwlekłym. Czasem nawet charakter właściwy pisma zatracał się w widocznym drżeniu ręki. Elża spojrzała na datę: pisane w październiku w odstępie kilkudniowym. Chłonęła litery pełna okrutnej trwogi.

Gibraltar, 2 października 17 r.
Najdroższa Pani!
„Przepływam Gibraltar, jadę w świat. Dostałem urlop z konieczności, gdyż zapadłem nieco na zdrowiu, Płynę przez Śródziemne, Suez, Indyjskie, zawinę do Kalkuty, może zwiedzę wyspy Sumatrę, Jawę, Borneo, potem Cejlon na dłużej. Wszędzie z myślą o Pani. Tyś marzyła o tych wyspach, jadę tam, by o Tobie marzyć widzę Cię w myślach smutną, ze łzami w oczach. Co z Tobą, umiłowana? Miewam straszne chwile goryczy, tęsknoty za Tobą. Zycie bym dał, by móc Cię zobaczyć, głos Twój usłyszeć, to nie frazes — znasz mnie, Elly moja, jednakowo ukochana. Pozwól tak pisać, piszę, jakby z tamtego świata, byłem na jego brzegu, nie zyskałem nic, że mnie uratowano. Kocham Cię niezmiennie, bez pamięci a tak nieszczęśliwie. Co Cię skłoniło, żeś znowu odeszła? Twoja ucieczka z Warszawy to dla mnie zagadka nieodgadnięta. A jednak odczuwam wyraźnie, że Ty kochasz tylko mnie — tamto to złuda. Może to utopja tonącego, ale nią żyję. Będąc w gorączce, imię Twoje miałem ciągle na ustach. Mówił mi o tem James Ashley, który mnie nie opuszczał. Może Cię interesuje, co mi było? Miałem wypadek na motorówce, jaki — mniejsza, już jest nieźle. Rączki Twoje przedrogie całuję, czoło chylę do Twych stóp.
Artur.“

Elża chwyciła drugą kartę.

Port Said. — Data późniejsza.
„Droga moja, co się z Tobą dzieje? Błądzę myślą, wszędzie szukam Ciebie, coś w Tobie przeczuwam nienaturalnego, czy przeżywasz jakiś kryzys psychiczny? Niepokój o Ciebie zabija mnie, w moich wizjach jesteś taka moja, tak bardzo moja. A Tyś może już żoną tamtego. To byłoby za potworne. Pomijam swój ból, chodzi mi o Ciebie, Elly moja, o Twoją przyszłość z Nim. Ty nie wytrwasz, bowiem życie jest długie. Twoja żywiołowość, Twój entuzjazm przepiękny, Twój głód szczęścia innego, może Cię kiedyś pchnąć do przepaści. Boję się o Ciebie, abyś swych białych piór nie skalała w jakiej jaskrawej farbie, która Ci się purpurą wydać może. Pamiętaj, że nawet purpura męskich szałów bywa bardzo rozmaita i łatwo płowiejąca. Bądź ostrożna. Jeśli nie uczucie dla mnie, to wspomnienie o mnie niech Cię strzeże. Ale to niemożliwe, abyś Ty... Myśl rozprzęga się, leci ku Tobie, męczarnio moja słodka. Jestem chory