Strona:Henryk Nagiel - Sęp.djvu/231

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ VII.
Zbrodnia.

Jadzia po wyjściu Robaka z izby, machinalnie podniosła się z krzesła.
Nie wiedząc nawet, co robi, rzuciła się w ubraniu na łóżko. Za chwilę znużenie ją przemogło. Zasnęła.
Przykre sny trapiły dziewczę...
Rzucała się gorączkowo po brudnym barłogu, wymawiała półgłosem jakieś niezrozumiałe słowa. Włosy rozsypały się około jej twarzy i otaczały tę biedną, zarumienioną twarzyczkę złocistą aureolą.
W ręku uparcie trzymała mały skórzany sakwojażyk z którym opuściła wczoraj pensję...
Wkrótce uspokoiła się.
Na twarzy śpiącej ukazał się blady uśmiech. Widocznie, że uśmiecha się do narzeczonego wypowiadając przed ołtarzem słowa dozgonnej przysięgi...
W tej chwili skrzypnęły drzwi.
Ukazała się wysoka postać Robaka. Na twarzy miał czerwone wypieki, a oczy rozpalone gorączką.
Szedł ku barłogowi, na którym leżała postać dziewczęcia i jej złote, rozrzucone szeroko włosy. Ciężko oddychał... Był już przy barłogu.
Nagle pochylił się.
Twarz miał wykrzywioną konwulsyjnym spazmem. Wstrętny, gorący jego oddech uderzył w twarz śpiącej... Pod tym oddechem zadrżała, poruszyła się...