Strona:Henryk Nagiel - Sęp.djvu/343

Ta strona została uwierzytelniona.

lokatora solennie zastrzeżono, iż niema prawa robić hałasów nad głową samego pana gospodarza...




ROZDZIAŁ III.
W ciągu dwóch tygodni.

Upłynęły dwa tygodnie.
Na pozór nie przyniosły one żadnej zasadniczej zmiany w położeniu osób wplątanych w koleje naszej opowieści. Pod tym pozornym spokojem ukrywała się jednak burza gotowa lada chwila wybuchnąć. Wypadki posuwały się naprzód.
Biedny adwokat „Julek“ miał na głowie mnóstwo kłopotów.
Najpierw, niepokoiła go w wysokim stopniu choroba Lutka Solskiego, jakaś ciężka trawiąca gorączka. Doktor Zerman robił wszystko co można było ażeby wywołać pomyślne przesilenie, ale szło to bardzo opornie. Od dziesięciu dni Lutek ciągle był nieprzytomny.
Z drugiej strony „Julek“ do pewnego stopnia dziękował za to Bogu.
Pomimo najsilniejszych starań przedsiębranych przez „Frygę,“ pomimo wiadomości zbieranych w drodze urzędowej z prywatnych wycieczek w różne okolice, gdzie możnaby podejrzewać bytność Jadzi, nie trafiono dotąd na jej ślad. A czas upływał... Czy ten brak wiadomości nie ukrywał właśnie najgorszych wieści?