Strona:Henryk Nagiel - Sęp.djvu/344

Ta strona została uwierzytelniona.

Oto pytanie, które prześladowało biednego adwokata.
Co byłby wstanie odpowiedzieć przyjacielowi, gdyby ten przyszedł do siebie? Nic. Czy to nie popchnęłoby biednego Lutka do jakiejś ostateczności? Bardzo być może. To też „Julek“ niemal z zadowoleniem patrzył na stan nieświadomości przyjaciela; miał nadzieję, że w chwili ocknięcia się, będzie mu mógł dać radosną wiadomość o znalezieniu Jadzi!...
Jeszcze jedno drażniło i niepokoiło adwokata.
„Fryga“ w sprawie Polnera niewątpliwie pracował gorliwie; był nią zajęty od rana do wieczora. Ale cóż!... ta gorliwość nie wydawała nowych owoców. Z punktu, na którym stanął w dniu przybycia były ajent policyjny zdawał się przez tyle czasu nie postąpić ani na krok...
U „Julka“ bywał rzadko, a tłumaczył się brakiem czasu. Na pytania adwokata, co do śladów, po których podąża, odpowiadał z niechcenia. — „Julkowi“ zdawało się nawet, że „Fryga“ umyślnie chciał zachowywać jakąś tajemnicę... Gdy adwokat naglił byłego ajenta policyjnego, ten odpowiadał:
— Niech pan mecenas wybaczy... Wszystko będzie dobrze! Jak pan mecenas dostanie awizację na termin sprawy w apelacji proszę mnie zawiadomić w dwadzieścia cztery godzin zrobimy co należy... tymczasem zeznanie moje i właściciela bufetu z Kutna — już to jest warte pokazania sądowi... I nie licząc listów!...
— Tak panie Józefie i to zawdzięczamy także... Ale...
Ale?..