Strona:Henryk Nagiel - Tajemnice Nalewek.djvu/138

Ta strona została uwierzytelniona.

Kiedy przyniesiono lampę, na twarzy Feli widoczne były ślady łez. Zaczerwienione powieki zdawały się jeszcze drżeć. W rysach twarzy jednakowoż nie było widać wzruszenia. Z oczu uderzał spokój i silna wola. Widocznie powzięła postanowienie.
Siadła i pewną ręką nakreśliła następujących kilkanaście słów:
„Moje najukochańsze dziecko!
„Przychodź — serce moje jest dla ciebie otwarte.
„Nietylko ci wybaczam, ale cię rozumiem. Nie trzeba mówić o żadnej kobiecie, że nigdy nie kochała.
„Jestem niewymownie rada, że zwróciłaś się do mnie. Ja właśnie dziwnym zbiegiem okoliczności będę mogła najlepiej odpowiedzieć twemu zaufaniu. Może być, że mnie właśnie losy pozwolą rozplątać węzły wypadków, których ofiarą stał się twój narzeczony.

Twoja starsza siostra
Fela“.

W dwie godziny potem dwie kobiety, stanowiące tak uderzający kontrast zewnętrzny, jedna piękna jak słońce, druga pełna macierzyńskiej powagi, spoczywały w swoich objęciach.
Róża płakała, jak dziecko, tuląc się do piersi Feli.
— I wierzysz, że on jest niewinny? — pytała.
— Wierzę.
— I masz sposób dowiedzenia jego niewinności?
— Sądzę, że będę miała wkrótce.