Strona:Henryk Nagiel - Tajemnice Nalewek.djvu/173

Ta strona została uwierzytelniona.

skana, wyglądała trochę, jak lalka z za wystawy fryzjerskiej.
Pan Landsberger, w tej chwili ubrany dopiero w elegancki szlafrok, leżał na wygodnym fotelu. Jedną ręką trzymał szklankę z wonną herbatą, drugą przerzucał masy zgromadzonych na stole listów; niektóre z nich otwierał i czytał. Twarz jego miała wyraz niczem niezamąconego dobrego humoru i zupełnego zadowolenia z siebie.
W tej chwili zapukano do gabinetu.
Herein — rzekł pan Landsberger.
Do pokoju wcisnęła się jakaś niepoczesna, niska, niezręczna figurka, o czerwonej, miejscami aż czarnej twarzy i niepomiernie długich rękach, w stroju, przyjętym przez marynarkę handlową w Niemczech.
— A, Herr Skrschiwanek! — odezwał się do przybyłego pan Landsberger — siadaj pan.
Przybyły niezręcznie obracał czapkę w rękach.
— No, cóż tam nowego, Herr Skrschiwanek? Co za interes? Zwyczajna asekuracja?
— Nie, gdzież tam! — burknął jakimś twardym głosem zapytany — nie niepokoiłbym pana, od tego jest przecież biuro. Co innego!
— Cóż?
— Mam partję jedwabiu liońskiego do sprzedania.
Loco?
Stary wilk morski roześmiał się:
— Może jeszcze z kwitami od zapłaconego