Strona:Henryk Nagiel - Tajemnice Nalewek.djvu/276

Ta strona została uwierzytelniona.

Dał się słyszeć potężny trzask.
Paka znikła w otworze. Chmury kurzu wytrysnęły z głębi. Dało się słyszeć kilka przeraźliwych krzyków, kilka strasznych przekleństw. Światło, które przed chwilą przeświecało stamtąd, zagasło.
Przez krótką chwilę odzywał się z dołu jakgdyby odgłos podziemnego gromu, wreszcie wszystko zamilkło.
„Fryga“ klęczał, pochylony nad otworem, oparty na rękach.
Czekał.
Dokoła panowało milczenie... Upłynęło parę minut. Ajentem owładnęło zdumienie; zdawał się nic nie rozumieć. Był jakgdyby osłupiały. Zadawał sobie pytanie:
— Co się tam stało?
Wreszcie podniósł się.
Zimna rozwaga, która go nigdy na czas dłuższy nie opuszczała, wróciła mu. Powiedział sobie, że niebezpieczeństwo bynajmniej nie zostało ostatecznie usunięte. Za chwilę znowu niewątpliwie przyjdą. Partja stała tak, że nie mogli jej zostawić nierozegraną. Szło im o wszystko! Tymczasem on był coraz słabszy. Obecnie znów zaledwie trzymał się na nogach.
— Trzeba się stąd wydostać... koniecznie! — powtarzał „Fryga“.
Opierając się o paki, zaczął obchodzić dokoła spichrz. Próbował krzyczeć: „ratunku!“ Najwido-