Strona:Henryk Nagiel - Tajemnice Nalewek.djvu/55

Ta strona została uwierzytelniona.
V
W WOGEZACH

W dwie godziny potem zebrani siedzieli jeszcze przy stole w „Złotej loży“: Strzelecki był ciągle przedmiotem rozmowy. Komentowano przedmiot ze wszystkich stron. Tema, wbrew zwyczajowi, tym razem milcząca i jakaś poważna, dorzuciła niekiedy tylko do rozpraw jakie słówko... Brakło jej zresztą humoru całkowicie.
— Jeżeli chcecie się najdowodniej przekonać, że niemożebne jest, ażeby Janek Strzelecki popełnił te ohydne zbrodnie — rzekł wreszcie Stawinicz — posłuchajcie, opowiem wam, jakem się z nim zaprzyjaźnił.
U dalszego końca stołu gwar jeszcze nie ucichał.
— Słuchajcie, słuchajcie! — wołał „Szmulek“ albo „książę Stasz“ — będzie historja... Prezes gada, a on ma taki język, jak ta dziura w moście.
— Bliżej poznałem się ze Strzeleckim w Wogezach. Było to w roku 1871, zgórą sześć lat temu, podczas wojny francusko-pruskiej. Przed