Strona:Henryk Pontoppidan - Ziemia obiecana.djvu/483

Ta strona została przepisana.

zręczny sposób wybadała służącą i wszystkich wokół, dlaczego nie wraca, ale nie dowiedziała się niczego.
Wczoraj dopiero ujęta pochlebstwem stara kucharka Ellen zdradziła jej, że matka mieszka niedaleko stąd, doglądając chorą babkę. Po dłuższem wypytywaniu dowiedziała się, że dom babki znajduje się w kierunku zachodzącego słońca i to nieco na bok, ale nie w stronie, gdzie mieści się kieszeń, jeno po przeciwnej. Właśnie tam udał się ojciec.
Tedy stara kucharka powiedziała prawdę.
Siedziała na sitowiu z głową na dłoni, rozważając sprawę, i czuła, że dojrzewa w niej postanowienie, które powzięła dnia poprzedniego i snuła przez część nocy. Uznała, że musi się wybrać w odwiedziny do matki bez wiedzy otoczenia, a teraz, znając drogę, nie bała się, że zabłądzi. Dagny chciała wziąć z sobą, choćby nawet płakała, a także lalkę Lizę. Postanowiła tedy wyprać i wyprasować bieliznę i suknię lalki, by się pięknie przedstawiła. Matka ucieszy się niemi napewno. Przede wszystkiem jednak tęskniła za chorą babką, za psem Wiernisiem, rudym kotem i dziadkiem. Nie dawała wiary słowom kucharki, jakoby zmarł.
Emanuel kroczył tymczasem wybrzeżem. Niebo zachmurzyło się nieco popołudniu, a morze stało nerwowo niespokojne, mimo bezwietrza.
Nad brzegiem leżało wciągnięte na piasek czółno, a wokół niego stali rybacy, którzy odkryli w niemej czci głowy, gdy ich mijał w znacznej odległości. Jeden z nich mocno czerwony i fioletowy na twarzy, co świadczyło, że nie zalicza się do abstynentów, zapomniał nawet wdziać czapki i stał zagapiony, wszyscy zaś odprowadzili go spojrzeniem, aż znikł wśród wzgórz wrzosowych.