Strona:Henryk Rzewuski - Pamiątki JPana Seweryna Soplicy.djvu/92

Ta strona została przepisana.

maite zdrowia wodzów dobrej sprawy; po każdem zdrowiu wiwatówki słyszeć się dawały, aż ksiądz Marek powstawszy a nalawszy kielich wina: »JJ. WW. panowie, odezwał się, pozwólcie mnie wnieść jedno zdrowie«, i zaprosił ich z sobą na ganek; tam podniósłszy oczy do góry, chwil kilka zostawał jakby w jakiem zachwyceniu, a potem: »Chwała wieczna przenajświętszej Trójcy!«, i spełniwszy kielich, przeżegnał nim chmurkę nad nami wiszącą. Natychmiast jak zaczęło błyskać a grzmieć, raz po raz siedem razy piorun uderzył, że aż wszyscy zaczęli tulić się do księdza, prosząc go, aby dał pokój, a wyznając iż się mocno przylękli. Ksiądz Marek na to: »Nie bójcie się, moje dzieci, Pan Bóg błogosławi zabawy nasze«, i przeżegnawszy chmurę drewnianym krzyżem, co go z paciorkami nosił u boku wedle karmelitańskiego obyczaju, ona wnet się rozeszła i najpiękniejsza wróciła pogoda. To się działo w oczach naszych.
A pod Rzeszowem jeszcze lepiej mu się udało. Nasz obóz przytykał Rozwadowa. Moskwa pokusiła się nas z niego wyparować, i była o to przeprawa, ale my ją porządnie wytłukli, że aż że wstydem musiała cię cofać do swoich szańców pod Przeworskiem; więcej stu ludzi zabraliśmy w niewolę, nie licząc cośmy nabili. Ksiądz Marek na koniu, a zamiast szabli krzyż w ręku trzymając, pokąd potyczka trwała, wszędzie się znajdował i kilka razy był Dońcami obskoczony. On