Strona:Henryk Sienkiewicz-Bez dogmatu (1906) t.3.djvu/046

Ta strona została uwierzytelniona.

A mówiłem sobie: «To dla ciebie, moja ukochana!» Byłem w głupiem usposobieniu przez resztę dnia. Ciągle chciało mi się płakać, jak małemu dziecku. I teraz duszą mnie łzy. Nabroiłem, ale też pokutuję za to porządnie.


5 Lipca.

Po wczorajszych uniesieniach folga najzupełniejsza, jakby cisza po burzy! Chmury wyładowały całą swą elektryczność. Czuję się słabym i moralnie i fizycznie. Anielka ma się lepiej. Rano znaleźliśmy się sam na sam na werendzie. Posadziłem Anielkę na fotelu z biegunami i otuliwszy ją ciepłym szalem, bo tu poranki chłodne, rzekłem:
— Moja Anielko droga, przepraszam cię z całej duszy za to, com wczoraj powiedział. Przebacz mi i zapomnij — bo i tak ja sam sobie tego nigdy nie zapomnę.
— Ona odrazu wyciągnęła mi w odpowiedzi rękę, w którą wpiłem się ustami. Musiałem użyć całej siły woli, aby nie jęczeć głośno, tak wielka była przepaść między moją miłością a moją nędzą. Anielka czuła to doskonale, bo nieprędko cofnęła mi rękę. Ona także starała się opanować wzruszenie, a może i opanować uczucie, które