Strona:Henryk Sienkiewicz-Listy z Afryki.djvu/135

Ta strona została uwierzytelniona.

my liczne znajomości. Towarzystwo odznacza się zarówno rozmaitością zawodów, jak i wykształcenia. Są tu więc trzy młode Czeszki, grające na instrumentach dętych i rżniętych. Niepowodzenia artystyczne zagnały je, wraz z instrumentami, aż do Zanzibaru i zatrzymały dłużej nad program. Mogłyby one łatwo poprawić swój los, gdyby, wyrzekłszy się Apolina, weszły, za protekcyą Kiprydy, w służbę Hermesa — podobno jednak chcą służyć wyłącznie jednemu bóstwu. Prócz Czeszek, są tu niemieccy kupcy i rolnicy z Ost-Afrikanische Gesellschaft; jest uczony dr. Kärger z żoną i małem bébé, mówiącem tylko językiem ki-suahili. Na wieczornych posiedzeniach, na podwórzu hotelowem, poznałem także Beckera, bardzo znanego podróżnika afrykańskiego. Był on wysokim urzędnikiem państwa Kongo, lecz, oskarżony o rozmaite nadużycia, wracał właśnie do Belgii, by rozprawić się ze swymi oskarżycielami. Czytałem potem z przyjemnością, że proces, jaki z tego powodu powstał w Brukseli, skończył się niezmiernie zaszczytnie dla znakomitego podróżnika. Miał on ze sobą w Zanzibarze dwóch służących, pysznych sudańczyków, którzy przybrani w białe sztuki perkalu i białe zawoje, chodzili za nim wszędzie, jak dwa cienie.