Strona:Henryk Sienkiewicz - Publicystyka tom V.djvu/78

Ta strona została uwierzytelniona.

i wszystko skończyło się na słowach. Dziś tak nie jest. Dziś są osoby, które sprawę energicznie podjęły, i my więc ponawiamy nasze wezwania do składek. Dzieci, które nigdy nie zaznają opieki matki, rodziny, a przejdą życie bez wspomnień o cichem gnieździe rodzinnem, bez tego światła, do którego myśl ludzka wraca zawsze i później w każdem nieszczęściu, strapieniu i boleści, — dzieci, co przychodzą na świat jako owoce błędu, za który nieraz później niewinnie pokutować muszą, — zasługują tem bardziej na opiekę społeczną. Ogół nie zastąpi im matki i rodziny, powinien więc uchronić je przynajmniej od nędzy i poniewierki. Nie pozwolimy, by maleńkie niewinne istoty przepadały marnie dla braku miejsca w istniejącym dotychczas zakładzie. Nie pozwolimy, by nie miały ani dość pożywienia, ani dość opieki, ani dość powietrza do oddychania w zatłoczonych salach, by szerzyły się między niemi epidemie, by dziesiątkowały je nieodpowiednie warunki higieniczne. Każda matka, która przyciska do piersi własne, zdrowe, wesołe i szczęśliwe dziecko, znajdzie w sercu trochę litości dla tych piskląt... bez gniazda.
W imie więc uczuć macierzyńskich mówimy: przyjdźcie im w pomoc, przyjdźcie w pomoc tym tak maluczkim, a tak bardzo nieszczęsnym.

118.

Kwestia egzaminów. Nader ważną kwestię pedagogiczną podniósł pan Florian Łagowski w ostatnim zeszycie Niwy, — kwestię egzaminowania młodzieży przy przejściu z klasy do klasy lub