Strona:Henryka.djvu/04

Ta strona została uwierzytelniona.

W ogóle, niebardzo żałowano tego nieboszczyka pierwszéj klasy, chowanego z całym możliwym przepychem pogrzebowym, na jaki się składają: msza śpiewana, kwiaty nicejskie, kagańce o zielonych płomykach wkoło katafalka i najwspanialszy, jaki być może, mistrz ceremonii! Mężczyzna ogromny, z grobowym wyrazem twarzy, białemi faworytami, jak stary par angielski, człowiek nieoceniony, używany przez zarząd pogrzebowy w ważnych tylko chwilach, a który, jeśli chcecie nawet, grał niegdyś na prowincyonalnych scenach szlachetnych ojców!
Mimo całéj téj okazałości, nieboszczyk pan Bernard des Vignes, deputowany i członek rady głównéj w Mayenne, dawny oficer dragonów, kawaler Legii honorowéj i t. d., był oceniany wedle swych zasług przez ludzi, mających z nim bliższe zetknięcie, a którym czarne ubranie i czarne rękawiczki, jakie przywdzieli na ten obrzęd, nie przeszkadzały wypowiadać półgłosem zdań niezupełnie pochlebnych.
Bo téż w istocie zmarły był hulaką najzwyczajniejszym, bez wdzięku, bez elegancyi, prawdziwym parafianinem, mimo piętnastu lat spędzonych w Paryżu. Nic pospolitszego nad jego dzieje. Bogaty, w dwudziestym ósmym roku życia poślubił córkę senatora korsykańskiego, osobistego przyjaciela Napoleona III, uroczą pannę Antonini, któréj piękność trausteweranki zachwycała w swoim czasie Tuileries i Compiègnes. Przez jakiś czas kochał ją po swojemu. Potém nagle ogarnęła go niedorzeczna i nieuzasadniona zazdrość o żonę, podał się o uwolnienie ze stopnia porucznika dragonów cesarzowéj, zakopał w swoich dobrach, gdzie nabrał prostaczych zwyczajów, nie zdejmował prawie myśliwskich butów i palił przy obiedzie fajkę, wychylając przy czarnéj kawie niezliczoną ilość kieliszków likieru. Urodził mu się syn, jedyna pociecha pani Bernard, zaniedbanéj wkrótce przez tego rozpustnika garnizonowego, który już w dwa lata po ślubie robił częste wycieczki do Paryża, aby się nurzać w wielkomiejskiém błocie, lub na wsi, na polowaniu, oddawać się swawoli, poprzestając na spożyciu jajecznicy na brudnéj ławie, w pierwszéj lepszéj chacie.
Pierwszy wystrzał armatni podczas wojny 1870 roku odbił się jednakże echem w duszy tego brutalnego hulaki i przypomniał mu, że był niegdyś żołnierzem. Jako dowódzca ru-