Strona:Henryka.djvu/49

Ta strona została uwierzytelniona.

te pocztowymi markami i zżółkłe od lazaretowego chloru; i pomyśli sobie, że jedyna kobieta, którą kochał, poświęciła go dla tego dziecka, mającego tak wcześnie zejść ze świata.
Armand umarł! Przy poduszce, gdzie spoczywa jego głowa ciężka i blada, która po skonie wróciła na kilka godzin do swéj młodzieńczéj piękności, jego matka, otoczona kobietami, czarno ubranemi, jego matka, strasznie zmieniona, wije się w tragiczném cierpieniu i wydaje krzyki zarzynanego zwierzęcia, istne wycia Hekuby; gdy tymczasem na dole, w izdebce, na łóżku, z którego zdjęto czerwoną pierzynę, Henryka leży wyciągnięta, w rozpiętym staniku, z twarzą zalaną łzami i po raz drugi mdleje w objęciach matki Benouf, która jéj zwilża skronie octem, i jak do dziecka małego, przemawia do niéj przeciągłym, śpiewającym głosem.


XIII.

Po śmierci Armanda, wszyscy znajomi pani Bernard des Vignes ubiegali się, jedni przed drugimi, w okazywaniu współczucia nieszczęśliwéj matce, pogrążonéj w rozpaczy, odwiedzali ją często i usiłowali rozerwać. Wtedy-to dopiéro zbierała owoce swego szlachetnego życia, pełnego cnót i poświęceń, znajdowała prawdziwą przyjaźń tam, gdzie liczyła tylko na stosunki światowe, odkrywała uczucia szczere w kobietach, uważanych przez nią dotąd za lekkomyślne i powierzchowne. Samotność, w któréj zrazu, idąc za piérwszym popędem, pragnęła się zamknąć, była zakłócona przez tkliwe oznaki sympatyi. Umiano dotykać rany bez sprawiania bólu, tak lekką i delikatną ręką to czyniono. Mniéj dumna od czasu, jak była tak nieszczęśliwą, uczuła słodycz, jakiéj się doznaje, żaląc się i będąc żałowaną, słodycz złożenia swych rąk w ręce przyjazne, oparcia czoła o ramię przychylnéj sobie istoty. Nie pocieszono jéj, ale uspokojono cokolwiek i uczyniono życie znośniejszém.
Nie chciała, aby zwłoki Armanda przeniesiono na wieś i pochowano obok ojca. W Paryżu miała jeszcze kilku krewnych, w Paryżu, w czasie choroby syna, okazano jéj tyle dowodów szacunku i prawdziwego uczucia, w Paryżu więc postano-