Strona:Herold Andre-Ferdinand - Życie Buddy.djvu/219

Ta strona została przepisana.

datty. Mieszkańcy słuchali jego słów, myśląc: — Mnisi zazdroszczą pewnie Devadacie przyjaźni księcia Adżatasatru! — Inni jednak mówili sobie: — Ciężko, zaprawdę, zgrzeszyć musiał Devadatta, skoro Mistrz pohańbił go tak w obliczu całego miasta.



*   XI.   *


Devadatta jął dumać:
— Sidharta upokorzyć mnie zamierzył. Po każę mu, że nie jestem człowiekiem przeciętnym i sprawię, że sława jego zblednie przy mojej sławie. Lampka nocna rozbłyśnie, jak słońce. Ale posiada on opiekę i przyjaźń starego króla Vimbasary, tak, że póki on żyje, jestem bezsilny zupełnie. Przeciwnie, książę Adżatasatru ceni mnie i obsypuje zaszczytami. Niechże wstąpi jeno na tron, a uzyskam wszystko, czego pragnę.
Ruszył prosto do pałacu księcia i rzekł mu: — O panie, w jakże smutnych czasach żyjemy. Najgodniejsi rządów czekają niemal do śmierci na tron, ze szkodą ludu. Życie pokolenia naszego jest tak krótkie, że długowieczność ojca twego niepokoi mnie.