Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/19

Ta strona została przepisana.
— 17 —

parstka. — To też z roku łońskiego cały mój zarobek, — A jak wiecie, nie lekko pracuje parobek. Męczą człeka jak bydlę, potrącają kary, Niech jegomość spuści choć ze trzy talary... Adyć kury w prezencie przyślę jutro rano — Prosił Walek i majstra ujął za kolano. — Więc muszę mieć względy, co się pana tyczy, Niech pan z pełna dwadzieścia w ręce mi wyliczy!
Gdy już handel skończony, Walek się nabiera, Krawiec staje przed drzwiami, czapkę jemu zdziera: — Nie, tak pana nie mogę wypuścić na rynek, Z życzliwości dam panu mały upominek. W takiej czapce to wcale panu nie do twarzy, Panu trza kapelusza, niechno pan uważy! Taka czapka rogata, a sukmana kusa — Widzi pan, kapelusza trzeba dla dworusa! Podaje mu kapelusz płowy, cylindrowy: Jest cokolwiek zgnieciony, boć też już nie nowy; Zaraz ja