Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/31

Ta strona została przepisana.
— 29 —

Czy to rzecz, tak człowieka wegnać w zgniłe smrody? Czym ja na to zasłużył, na wstyd taki srogi? Lamentował i raczkiem zbierał się na nogi.
Zgarnia błoto z koszuli, twarz ociera, uszy, Zaczka wcale nie czyści: Toć to się wykruszy. Ręce otrę o hajnen jasny dom narożny, Więcej się nie obalę, będę już ostrożny... Jak nie łupnie zachwilę o narożnik głową! Ujrzał aż Jasną gorę z całą Częstochową. — Rety, jak mnie ktoś palnął, rychtyk jak kłonicą! Czyby to łeb mój sam się pobódł z kamienicą? Jam bo mu nie pozwolił, będzie to inaczej, Znam się na takich sztuczkach, wiem ja, co to znaczy. Muszą widzieć i domy, jak mi w oczach błyska, Więc chcą pewnie się przyjrzeć tej jasności z bliska. Trzeba się ich wystrzegać trzymać się z daleka, Mogą się przy schylaniu zwalić na człowieka.