Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/36

Ta strona została przepisana.
— 34 —

cona siedzi I nie zważa, co chłopak jej do ucha bredzi. Walek widzi, że dziewce łza już z oka kapie, Więc by Rózię pocieszyć, ją za szyję łapie. Wtedy dziewczę czemprędzej na nogi się zrywa, Obie rece zaciska i tak się odzywa: — Tfu! Jak mi się nie namkniesz, ty obcięty głąbie. To zobaczysz, jak cię tu wytrzaskam po trąbie! Surdut na nim, jak skórka wciągnięta na palu, Pójdziesz z dala odemnie, ty kusy drągalu! Teraz już cię znać nie chcę, ty Niemcze, na zawdy! Matka, w tem co on mówił, nie ma słowa prawdy!
Walek gębę rozdziawił, odskoczył dwa kroki: — Wejcież! rzecze — Przepiórka dziś ma dzióbek sroki! Jak to pluje ze złości, jak to wej się perzy, Widać, że moim słowom trochę mało wierzy. Ale czekaj! Mam kołacz, ten to w jednej chwili, Sprawi, że się przepiórka do mnie znów przymili. Na kołacza, a pokaż znowu