Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/38

Ta strona została przepisana.
— 36 —

Panek mruknął pod nosem: — Lajder kun nich policz! — Łajdak? Co? To ja łajdak? Piękne powitanie! Lepiej, byś mnie powiedział z góry Jaśnie Panie; Czy to ja jaki łata, jaka podła dusza? Czy to zaczka nie noszę, befek, kapelusza? Tyś sam łajdak, bo chociaż strój na tobie modny, Wspierasz się wej na pałce, niby żebrak głodny! — Fuknął Walek i włożył parasol pod pachę. Panek głośniej zamruczał: Fersztaj nich di szprahe! Co i szprachem mnie zowiesz?. Tego już za wiele! Czyś ty widział, bym kiedyś żebrał przy kościele? Czekaj! Może pamiątki chce ci się z jarmarku — Rzekł i jął parasolem panka prać po karku. — Dajwel! — parek zawołał — boć to niespodzianie Przyszło mu od obcego to poczęstowanie. Potem wolno z namysłem dobył grubej broni, — Jak w łysinę Walkowi nagle nie zadzwoni! Z lewej, z prawej, to z gó-