Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/63

Ta strona została przepisana.
— 61 —

schadzkę. Ten nie stchórzył. Gdy stanął koło karawany, Zrazu myślał, że to są żebrzące cygany, Ale kiedy rajtrowi przypatrzył się dłużej, Poznał, że to jest Walek, co przy koniach służy! Zaraz mu też serdeczne palnie powitanie: — Gdzieś to tak się wystroił, ty ośli ułanie?! Niechno ujrzę cię jutro w tym pięknym ubiorze, To ci go tym harapem wygładzę na skórze. Ni do diabła podobne, ani do człowieka, Nie wiem, jakich to czasów jeszcze świat doczeka! Dzisiaj ze wsi wygnałem te cudze nygusy, Co po wojnie francuskiej strój przywdziały kusy, A tu znowu mi foryś szemlowski szwabieje. Jeźli pójdzie, tak dalej, człowiek oszaleje! Poczkaj, już mi nie będziesz więcej siodłał konia, Wachu, jutro do osłów zabierzesz nicponia! A gdy słuchać nie będzie, niech idzie na wędry, Może go za swojego przyjmą gdzie olędry.