Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/68

Ta strona została przepisana.
— 66 —

struchlał nieborak, choć jego sumienia Wcale nie obciążały prawa przekroczenia. Jeden żandarm wlepiwszy w Walka bystre oczy: — Teraz mamy cię, — rzecze — ty hultaju smoczy, Coś to w mieście wywołał te okropne bunty, Że do dziś zalegają gruzy wszystkie kąty. Tyś to winien, że tyle ponieśliśmy straty I straż wszystka pożarna ma strzaskane gnaty! Nasz pan burmistrz, co order dostać miał w tym roku, Z twojej zginął przyczyny, uduszony w tłoku! Już cię w gończych szukają listach dwa tygodnie, Będziesz wisiał za twoje niesłychane zbrodnie! Rzekłszy kazał kolegom wydobyć powrozy I związanego Walka prowadzić do kozy.
Już nie byliby więcej żywcem go puścili, Gdy w tem nagle ratunek przyszedł mu w tej chwili. Oto matka Walkowa, gdy prowadzą syna, Dowiedziawszy się, jaka aresztu przy-