Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/69

Ta strona została przepisana.
— 67 —

czyna, Sprawę oną obraca zaraz w śmieszną stronę, Tak wisusa swojego biorąc pod obronę: — Cóż to z nim wyrabiacie, panowie żandary! Adyć on takiej srogiej nie zasłużył kary. Ten buntownik, którego zamordować chcecie, Pokutuje za zbrodnie już na tamtym świecie, Ja bo sama zabiłam to szkaradne bydlę I bestyją rozpięłam tam na motowidle. Sród ogrodu wej wisi grzeszne jego ciało, Przekonajcie się, że tak na prawdę się stało.
Zaraz tedy żandarmi weszli do ogrodu Obzierając straszydło z tyłu jak i z przodu. Rozwinęli przed sobą różne dokumenty I badali rysopis z ściganego zdjęty: — Tak opisał pan Itzig łotra rzeczywiście, Strój ten sam, jak podany w każdym gończym liście: Ma kapelusz na głowie celindrowy, stary. Nosi na kupnej gębie modre okulary, Ma koszulę z befkami, parasolik w ręku, Zaczek jemu