Strona:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara Cz. 1.djvu/43

Ta strona została skorygowana.
39

Organizator zaprowadził ją na krzesło przy ścianie, rzekł „proszę”, ukłonił się i odszedł.
Pepcia zoryentowała się we wszystkiem dopiero wtedy, gdy siedziała przy boku matki, i odetchnęła głęboko.
Po sali powiała chłodna woń perfum.
Na krzesłach wzdłuż ścian tworzyły się małe grupy, rozrzucone po całej sali. Zawsze matka i córka, matka i córka, te córeczki tuliły się ku swoim matkom, jak młode jaskółeczki, a główki ich wyglądały, jak główki ptasząt, spozierających na świat z gniazdka. Różniły się tem od ptasząt, że nie szczebiotały. Nie wziąłby tego nawet nikt za tłumioną rozmowę. Szeptano, a żadne z tych ustek nie zdobyły się na głośne słowo.
— Nie zimno ci? — zapytała pani Kondelikowa.
— Nie, mateczko — odpowiadała Pepcia, obserwująca po kolei resztę dziewcząt; same nieznane twarze.
Ale gdyby jej kto był odgarnął rękaw „princesse”, byłby na jej ręku spostrzegł kropki gęsiej skóry.
— Gorąco tu nie jest, Pepciu — rzekła znów pani Kondelikowa, patrząc badawczo na córkę — zatnij trochę wargi, są podobne do fiołków.
Tymczasem postaci kobiecych przybywało, przerwy przy ścianach się zapełniały, szum się wzmagał. Dochodziła ósma, pianista miętosił w powietrzu cienkie palce, jakby im dodawał elastyczności. Za chwilę zacznie!
Kurtyna, która zasłaniała wejście, nie opuszcza-