Strona:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara Cz. 3.djvu/13

Ta strona została przepisana.


sób, ale spojrzawszy uważniej na małżonkę, znalazł i w jej oczach ślady płaczu, zamilkł na chwilę i zawołał:
— Co się tu dzieje, Betty?
— Czekaj, Kondeliku, poczekaj aż przyjdzie Wejwara, a wtedy będziemy o tem mówili, ażeby się dwa razy o jednem nie rozwodzić. Mój Boże, gdy człowiek myśli, że już wszystko pokonał, wtedy nadchodzi...
Pan Kondelik patrzył na małżonkę z ogromnem zaciekawieniem w oczach, ale pani znowu była w którymś kącie i zajmowała się równaniem czegoś, co była już zrównała dziesięć razy. Jasnem było, że teraz mówić nie chce.
Mistrz Kondelik patrzył za nią chwilę, wzruszył ramionami i nie pytał więcej. Bomba pęknie, wiedział o tem z doświadczenia. Napewno jakaś kwestya kobieca!
Dziś nie czekano nawet z kolacyą aż przyjdzie Wejwara. Kasia miała nakaz, aby się pośpieszyła z przygrzewaniem klusek z jajkami i gdy tylko były gotowe, przymuszała małżonka do jedzenia.
Wejwara nie powinien być dziś świadkiem żadnej rodzinnej szczerości, do jakich należy kolacya, Wejwara powinien był zastać tu teren jaknajpoważniej uscenizowany, słowem, miał się znaleźć jak na ławie oskarżonych.
Ten pośpiech z kolacyą był również dla p. Kondelika zagadką, ale nie mówił nic. Pochłaniał szybko kluski, schrupał potem zwykłe dwa pęczki rzodkie-