Strona:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara Cz. 3.djvu/134

Ta strona została przepisana.

— Co byłbym zrobił? Byłbym wam na wesele posłał depeszę z życzeniami...
Nie, z nim mówić nie można! Pani Kondelikowa zacięła mocno usta i milcząc, raźnie szła po schodach.
Gdy się pan Kondelik ukazał na progu sali, wyrwało się z ust wszystkich gości weselnych radosne „aaah!“ Wszyscy już bowiem niecierpliwie czekali na pierwszy numer programu pana Wacka, a restaurator rozkazał uroczyście starszemu kelnerowi:
— Zupę do góry, Ferdynand!



XXX.
Do domu!

Pan Kondelik, wszedłszy na salę, prosto skierował się ku krzesłu, wyznaczonemu przez pana budowniczego Beczkę, padł na nie ciężko i ledwie rozejrzał się po towarzystwie. Ojciec Wejwary, któremu się teść syna od początku bardzo podobał, śpieszył do nowego przyjaciela i witając go, pytał troskliwie:
— Gdzie to chodziliśmy, papo? Już się naprawdę niepokoiliśmy, że pana co...
— Gdybyś pan wiedział, co mnie spotkało! — odpowiedział mistrz Kondelik — jako żywo nic podobnego nie widziałem. Już się z wami wszystkimi żegnałem w duchu.