Strona:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara Cz. 3.djvu/14

Ta strona została przepisana.

wek, a już mu pani z pod rąk brała talerze i nakrycie, ledwie mógł dojeść.
— Co tu się dzieje? — srożył się mistrz, którego cała ta tajemniczość powoli drażnić zaczynała. — A gdzie jest piwo?
Piwo się spóźniło. Kasia, mając kolacyę na głowie, nie mogła pójść prędzej do Pokornych, ale teraz przybiegła i jednocześnie z dzbankiem podała pani Kondelikowej białą kopertę!
— Ten liścik miała stróżka oddać zaraz nad wieczorem, przyniósł to posłaniec, ale zapomniała o tem. Teraz mi na dole dała i prosi, ażeby się państwo nie gniewali.
Pani rozerwała kopertę, była to karta wizytowa Wejwary z kilku słowami na odwrotnej stronie. Zawiadamiał jaknajdelikatniej, że ma jakąś obowiązkową komisyę, która go może zatrzyma do późnej godziny. Przeprasza, jeśli nie będzie mógł przybyć.
Tego tylko jeszcze było potrzeba! Pani Kondelikowa była przekonaną, że ta wymówka jest w związku z kwestyą pani Muknsznablowej, że Wejwara wie, co się stało, że ma nieczyste sumienie i chce uniknąć odpowiedzialności. Dziś się jeszcze wytłómaczył, jutro może nie przyjdzie wcale...
Wymówka Wejwary zupełnie wyprowadziła panią Kondelikową z równowagi. Kobieta, która od początku tak ufała Wejwarze, która go poprostu nosiła na rękach, drogę mu wygładzała i wszystkie małe nieprzyjemności wytrwale usuwała, teraz nagle zachwianą została w swojem zaufaniu. Przyczyna była ogromnie poważna. Postać pani Muknsznablowej,