Strona:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara Cz. 3.djvu/20

Ta strona została przepisana.


ra bywa ogromnie uprzejma i korzysta z każdej sposobności, ażeby go do siebie przywiązać. Nie pojmowałem, dlaczego mi zawsze na moje imieniny gotuje czekoladę na śniadanie i czyni różne inne drobnostki. Nie jestem pierwszym, który się staje ofiarą jej imaginacyi, jeszcze nikt nie rozszedł się z nią dobrze. Ale do niczego się nie zobowiązywałem, przez cały czas zachowywałem się biernie, każdą jej grzeczność odpłacałem małemi podarkami. Niestety, to może właśnie upewniało ją w złudnej nadziei. Przecież się nawet żenić nie mogłem, mając sześćset reńskich! Wyprowadziłem się z czystem sumieniem i miałem przez cały czas spokój, zaraz po mnie wprowadził się inny lokator, który widocznie przejął wyimaginowaną rolę konkurenta o rękę jej córki.
Wejwara przestał; nie mógł jednak dalej mówić z gniewu.
Pani Kondelikowa połykała jego słowa i cała tragedya rozpływała się przed nią w mgłę. Nagle przypomniała jednak sobie.
— Ale, Franciszku, ona twierdzi, że ma od pana piśmienne dowody, że przyniosłaby je do kościoła, co to znaczy?
Wejwara się stropił.
— Piśmienne dowody, szanowna pani? O tem nie wiem nic. Nigdy nie pisałem do panny Loti, nawet jednego słowa, ani też do matki. Oprócz spisu bielizny, o którą także miała staranie, nie było między nami żadnej korespondencyi.
— Dziwna rzecz, dziwna rzecz — kiwała pani głową.