Strona:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara Cz. 3.djvu/30

Ta strona została przepisana.


Zresztą pan Pajtelszmid nie powinien o niczem wiedzieć...
Ażeby odrazu dobrze rzecz załatwić, użył teraz mistrz podstępu wojennego i rzekł dobitnie:
— Chciałbym z nim także pomówić słów kilka.
— Poco, szanowny panie? — zapytała szybko dama. — Toby mogło źle wpłynąć na przyszłość małżeństwa. Jam swej córki nikomu nie narzucała, z mojej ręki dostanie ją pan Pajtelszmid czystą jak porcelana.
Pan Kondelik rozglądał się po pokoju i od niechcenia wymówił:
— Więc tu mieszkał Wejwara?
— Nie, tu obok — szybko objaśniła pani, szczęśliwa, że zmienił się temat rozmowy — niech pan zobaczy.
Mistrz wstał i poszedł za matroną do owego pokoju, do którego przedtem zaglądała. Był to mały, smutny pokoik z widokiem na podwórze i z drugiemi drzwiami wiodącemi do sieni.
— Tu bym nie chciał mieszkać trzy lata.
— Jak komu Pan Bóg przeznaczy — rzekła pani — my tu byliśmy zupełnie zadowoleni, a sądzę, że się stąd nawet po weselu nie ruszymy. Nasz pan jest bardzo skromnych wymagań. Garnczek ciepłej kawy, ciepłe łóżko na noc, niczego więcej nie żąda. Później ja przeniosę się do tamtego pokoju, on zaś sprowadzi się tutaj.
Mistrz westchnął z współczuciem nad dolą nieznanego pana Pajtelszmida, rozejrzał się po ciasnym pokoiku i już się w nim przebudził malarz.