Strona:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara Cz. 3.djvu/34

Ta strona została przepisana.


— Uważnie z tem! — napominał Kondelik — zapewne są to włosy!
Nie były to włosy. Gdy Wejwara rozwinął, pochwyciła Pepcia papier, ale za chwilę znów zwróciła Wejwarze:
A Wejwara czytał rządki, z których każdy był pisany inną ręką:

Pan Franciszek Wejwara.
Panna Loti Mucknschnabel.
On jest ładny pan.
Ona ma bardzo dobre serce.
Szli razem za bramę do Kanalki.
Szeptali do siebie i całowali się.
Widzieli ich z krzaków znajomi z sąsiedztwa.
Urosło z tego dużo plotek, ale znajomość zakończyła się szczęśliwie.
Świat rzekł: przecież inaczej skończyć się nie mogło.

— Proszę was, co to jest? — pytał Kondelik
— To jest sekretarz, tatku — wołała Pepcia wesoło — towarzyska gra w sekretarza!
— A kto wszystkie te brednie popisał? — pytał mistrz dalej.
— Ach, mój Boże! — przypominał sobie znowu Wejwara. — W Boże Narodzenie przyszły jakieś przyjaciółki panny Loti, a ja byłem zaproszony na kolacyę, i graliśmy potem w sekretarza. Te panienki pisały same takie rzeczy o każdym z nas, wszystkie kartki do siebie bliźniaczo podobne. Ale po grze rzuca się takie rzeczy w piec — panna Loti zachowała je na pamiątkę.
— Dyabelna Sybilla! — burknął mistrz Kondelik