Strona:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara Cz. 3.djvu/93

Ta strona została przepisana.

spojrzała na córkę, a Pepcia, jakby przeczuwając, co mamusi przeleciało przez głowę, szybko pobiegła do kuchni:
Pani Kondelikowa, uśmiechając się błogo, mówiła półgłosem do Kasi:
— No, no, Kasiu, nie mów o ostatnich uroczystościach, da Bóg, że jeszcze się chrzcin doczekasz..
— I suknia cioci obchodzić będzie jubileusz! — dodał mistrz.
— Urwisie stary! — groziła palcem Kasia — bodajbym się tego tylko nie doczekała jeszcze u was! Będzie w domu miejsce...
— Proszę cię, na Boga, Kasiu! — zakrywała jej pani Kondelikowa usta dłonią, jakby przerażona. — Nie wywołuj wilka z lasu!...
— A czyż kobieta może robić co innego? — uśmiechnął się mistrz. — Zresztą pozwól, Betty, niech Kasia wywołuje.
— Stary z ciebie gaduła — gniewała się niby pani Kondelikowa. — Lepiej daj na piwo służącej, Wejwara przyjdzie lada chwila.
Wtem skrzypnęły drzwi kuchni i zabrzmiały męzkie głosy.
— O wilku mowa... — zawołała ciocia Kasia i zajrzała do kuchni. — I oto są obaj.
— Wilcy? — wtrącił mistrz.
— Chodźcie, chodźcie! — witała w kuchni pani Kondelikowa. — Tatko się już niecierpliwił, a nie uspokoi się, dopóki nie będzie miał misy przed sobą.
Wejwara kłaniał się, za nim Slawiczek, cało-