Strona:Iliada.djvu/112

Ta strona została przepisana.


Mądry i duchem wieszczym od Feba natchnięty,        75
On do Troi Achayſkie prowadził okręty.
Więc tak na radzie głosem rostropnym opiewa:
„Chcesz, bym wyrzekł, dlaczego na nas Feb się gniewa,
Feb, którego łuk srebrny zgubne ſtrzały niesie;
Ja powiem, lecz przysięgą zaręcz Achillesie,
Że mi słowy i ręką dasz potrzebne wsparcie:
Bo widzę, iak się na mnie rozgniewa zażarcie,
Mąż, któremu nad sobą władzę Grecy dali:
A gdy król na słabego gniewem się zapali,
Chociaż się naczas wſtrzyma, w razie nie zaszkodzi,
Znaydzie potém sposobność i zemście dogodzi.
Uważ więc, czyliś zdolny ocalić mą głowę.„
Achilles odpowiedział na tę wieszczka mowę.
„Co tylko wiesz, mów śmiało: bo na Apollina
Przysięgam, Jowiszowi naymilszego syna,
Którego ty świętości trzymaiąc na pieczy,
Z daru iego zwiastuiesz przyszłe Grekom rzeczy;
Przysięgam, póki widzę to światło na niebie,
Żaden się z Greków skrzywdzić nie odważy ciebie:
Ani sam Agamemnon. Nic to nie przeszkadza,
Prawdę wyrzec, że iego naywyższa dziś władza.„
Ośmielił się tém wieszczek. „Ani dla ofiary,
Ani dla ślubów, rzecze, zesłane są kary.
Wzgarda świętego sługi ściągnęła tę stratę,
Nie chciał wydać król córki, odrzucił zapłatę: