Strona:Iliada.djvu/121

Ta strona została przepisana.


Odważ, się tylko na to: całe woysko zoczy,        307
Że ta włócznia wnet czarną krew z ciebie wytoczy.„
Tak w szkodliwéy obadwa rozjątrzeni zwadzie,
Powstali czyniąc koniec narodowéy radzie.
Pelid gniewny pod swoie udał się namioty,
Z nim Patrokl[1] nieodstępny i Tessalskie roty.
Arryd zaś okręt zpycha, żagle rozpościera,
Kładzie ofiarę, maytków dwudziestu wybiera,
I śliczną Chryzeidę prowadzi do nawy:
Mądry Ulisses wodzem został téy wyprawy.
Ci mokrą płyną drogą, wiatry w żagle świszczą.
Król kazał czyścić woysko: natychmiast się czyszczą,
Rzucaiąc wszystko w morze, co brudnego zmiotą,[2]
Potém się zaraz świętą zaymuią robotą,
Biią byki i kozy na uczczenie Feba:
Skwarzy się tłustość, dymy wznoszą się do nieba.
Gdy tak lud ofiarami błagał Apollina,
Agamemnon się srożył na Peleia syna,
I chcąc dokonać swoich zapowiedzi groźnych,
Mówił do Eurybata i Taltyba woźnych:
„Do Achilla namiotu spiesznym idźcie krokiem,
I przywiedźcie tu iego brankę z czarném okiem:
Jeśli nie da, sam wezmę, gdy tam z wielą przydę,
A to większą mu sprawi boleść i ohydę.„
Tak zalecił z groźnemi rozwodząc się słowy,
Struchleli biedni ludzie, na rozkaz takowy:

  1. Patrokl syn Menetego, przyiaciel i towarzysz Achillesa. Obszerniéy o iego związkach z Achillesem w Xiędze XXIII. Jliady.
  2. Czyściło się woyſko od winy, a razem od zarazy trupów. Wszyſtkie nieczyſtości zebrano, i wrzucono w morze.