Strona:Iliada.djvu/150

Ta strona została przepisana.


Całą noc spać mężowi rady nie przystało,        23
Którego pieczy niebo rząd ludzi oddało:
Słuchay posła Jowisza: chociaż on daleki,
Ma staranie o tobie: Zwołay wszystkie Greki,
I nie zwlekając, prowadź do boiu lud zbroyny,
Bo przyszła Troian zguba i kres dlugiéy woyny.
Niezgodne przedtém bogi, w jedném zdaniu stoią,
Wszystkie Juno skłoniła: złe wisi nad Troią.
Ty zważay, co ci każe pan bogów i ludzi,
By ci z myśli nie wyszło, gdy cię dzień przebudzi,„
To powiedziawszy, poszedł od Agamemnona,
Ważącego to w głowie, czego nie dokona.
Głupi, że miasto weźmie Pryama, uwierzył:
Bezrozumny, nie wiedział, co Jowisz zamierzył:
Nie mógł tego przeniknąć, że przez krwawe boie,
Miał klęskami przywalić i Greki i Troię.
Budzi się, lecz boskiego ieszcze głosu pełny,
Siada na łożu, wdziewa szatę z miękkiéy wełny,
Szatę piękną i nową, płaszcz zarzuca drogi,
Także kształtny na białe obuw kładzie nogi:
Błyszczący się od srebra ciężki, miecz zawiesza,
I wziąwszy berło w ręce, do floty pośpiesza,
Od oyców berło w domu trwałe nieprzerwanie.
Już Olimpowi niesie Jutrzenka zaranie,
Weyscie słońca zwiastując nieśmiertelnym w niebie,[1]
Gdy hukliwych król woźnych przyzywa do siebie,

  1. Dzień bogom, na górze Olimpu mieszkaiącym, prędzéy zaiaśniał, niżeli ludziom, na równinach osiadłym.