Strona:Iliada.djvu/179

Ta strona została przepisana.


Tak szybkie, że nie prędzéy ptak powietrze zmiata,        777
Tenże wzrost, taż, maść w obu, i też same lata:
Na Piierze od Feba wychowane klacze,
Wszędzie niosące Marsa groźby i rozpacze.
Z mężów piérwszy był Aiax, gdy Pelid się gniewał:
Bo i konie, na których postrachy rozsiewał,
Naydzielnieysze miał Pelid, i z wszyſtkich rycerzy,
Siłą, wzrostem, odwaga, nikt się z nim nie zmierzy.
Teraz gniewny spokoynie siedzi w swoiéy nawie.
Woysko iego w rycerskiéy nie będące sprawie,
Bezczynność grą przerywa: ci łuk ciągną tęgi,
Ci robią dzirytami, ci rzucaią kręgi.
Wozy w namiotach, konie pasą się przy wozie:
Bohatyrowie smutni chodzą po obozie,
Nie kosztuiąc kurzawy i męzkiego znoiu,
Pragną, by ich wódz wielki prowadził do boiu.
Szli iako kray niszczące ogniste potopy.
Długim stękała iękiem ziemia pod ich stopy.
Jako, gdy Jowisz rzuca na skałę Aryma,
Powtórzone pioruny w Tyfeia olbrzyma,
Przelękła ięczy ziemia; tak się ięk rozlegał,
Gdy lud Achayski pola obszerne przebiegał.
Z Jowisza woli Jrys przychodzi za posła,
By Troianom tę straszną wiadomość doniosła.
Oni na zgromadzeniu powszechném w téy porze,
Młodzi i starzy radzą na Pryama dworze.