Strona:Iliada.djvu/206

Ta strona została przepisana.


Bratem go nazywałam przed moiém zhańbieniem:        179
Jeżelim godna była zwać go tém imieniem.„
Wtedy rzecze w te słowa starzec zadumany:
„O szczęśliwy Atrydzie, od bogów kochany!
Wielkie twe berło, ileż narodów uznaie!
Niegdyś i ia Frygiyskie odwiedziłem kraie:
Widziałem ludzi mnóstwo, hamuiących konie,
Twoie, Otreiu, woyska, i boski Migdonie.
Które brzegi Sangaru obozem okryły.
I ia z niemi złączyłem sprzymierzone siły.
Gdyśmy bóy z Amazonki zwiedli uporczywy:
Lecz iak daleko nad nich licznieysze Achiwy!„
Postrzegłszy Ulissesa, znowu starzec powie:
„Naucz mię, córko miła, iak się ten mąż zowie,[1]
Co głową całą niższy od Agamemnona,
Ale piersi ma większe i szersze ramiona.
Jego zbroia na ziemi wszystkorodnéy leży,
On, iak baran, obiega zastępy młodzieży.
Równam go z wodzem trzody, bo w takiéy postawie,
Z świetném runem obchodzi owce na murawie.„
Na to piękna Helena oycu odpowiada.
„To iest mądry Ulisses, co w Jtace włada:
Grunt iego ziemi dla skał wcale nieużyty,
Lecz on sam w mądre rady i sztuki obfity.„
Wtedy Antenor zdanie swoie tak otwiera:
„Pani, z twoich ust prawda odzywa się szczera.[2]

  1. Można się tu zapytać, czy Pryam nie powinien był znać Ulissesa, którego widział w Troi. Na to dawni tłumacze odpowiadaią, że od bytności króla Jtaki w tém mieście nie mały przeciąg czasu upłynął. A do tego Pryam w podeszłym wieku musiał mieć wzrok osłabiony.
  2. Tu wielce przyſtoyność zachowana, że o Menelaiu nie Helena, ale Antenor mówi.