Strona:Iliada.djvu/207

Ta strona została przepisana.


Już od czasu dawnego Ulisses mi znany,        194
Gdy tu był z Menelaiem o ciebie przysłany:
Tych ia w domu przyjąłem, dałem im biesiadę,
Gdzie obudwu poznałem i serce i radę.
Gdy stoiących otaczał Troian lud skupiony,
Menelay wysokiemi celował ramiony:
Ulisses poważnieyszą, siedząc, miał postawę.
Ale kiedy obadwa zaczęli rozprawę,
Krótko, lecz mocno Atryd swoię rzecz prowadził:
I choć młody, na słowa niewiele się sadził:
Wszystkie iego wyrazy ściśle rzeczy strzegły.
Kiedy zaś mówić zaczął Ulisses przebiegły,
Spuścił oczy, i berło trzymał niewzruszony,[1]
Do iednéy, ni do drugiéy nie chyląc go strony.
Zdawało się, że obca mówienia mu sztuka,
Nie ieden za prostego sądził go nieuka:
Ale gdy głos wypuścił z piersi mocno brzmiących,
I słowa nakształt śniegów w zimie spadaiących;[2]
Niktby Ulissesowi dotrzymać nie umiał,
I każdy się nad iego wymową zadumiał.„
Obaczywszy Aiaxa, znowu starzec pyta:
„Jakażto iest osoba owa znakomita,
Przenosząca Achiwy barkami i głową?„
Na to Helena słodką odpowiada mową:
„To iest Aiax, Achiwów podpora warowna,
Ow drugi Jdomeney, co się bogom równa:

  1. Obraz mówcy, który się zaſtanawia, nim mówić zacznie, i nieiakie w sobie pomieszanie czuie, godzien uwagi. Nauczaią Retorowie, aby mówca przy rozpoczęciu okazywał się pomieszanym, dla zjednania sobie przychylności słuchacza, Nie trzeba tego tworzyć prawidła: sama w nas natura uczucie to wznieca. Dobrzy mówcy zawsze się słuchacza obawiali. Świadczy to o sobie Cycero: młodość tylko lub zbytnie w swoich talentach zaufanie, śmiały ton przybiera.
  2. Pliniiusz młodszy takiéy sobie życzył wymowy. „Gdyby mi dano do wyboru; téy wymowie podobnéy do zimowych śniegów, to ieſt, pełnéy, ciągłéy, obfitéy, nareszcie niebieſkiéy i boſkiéy, dałbym piérwszeńſtwo. Ep: I. 20.