Strona:Iliada.djvu/208

Ta strona została przepisana.


Przy boku swego wodza Kreteńczyki stoią.        231
Kiedy nasz dom zaszczycił przytomnością swoią,
Umiał Menelay gościa tak wielkiego cenić.
Tyle tu królów poznać mogę i wymienić,
Lecz próżno dwóch rycerzów chcę uyrzéć wtém gronie:
Kastora, co uieżdżał niehamowne konie;
Polluxa, co w szermierstwie nikt go nie pokona,
Braci moich, z jednego wyszłych ze mną łona.
Czy opuścić nie chcieli oyczystéy krainy,
Luby przenosząc pokóy nad Marsa wawrzyny?
Może też przyszli, może przybili swe nawy,
Lecz wstydzą się iśdź w pole dla moiéy niesławy.„
Tak mówiła, a oni iuż w Lacedemonie
Pochowani, w rodzińskiéy ziemi słodkiém łonie.[1]
Tymczasem przez obszerne wielkiéy Troi grody,
Niosą woźni rękoymie zapadłéy ugody:
Dwa barany i wino w kozim worze mieli,
Roskoszny owoc ziemi, co umysł weseli.
Jdey niósł wielką czaszę i złote puhary;
I rzekł, tam się zbliżywszy, gdzie był Pryam stary:
„Laomedona synu! woyska i woysk głowy,
Wzywaią cię, byś stwierdził zawarte umowy.
Parys i młodszy Atryd, uzbroieni dzidą,
Spotkać się poiedynkiem o Helenę idą:
Zwycięzca i dostatki i żonę zabierze,
A dwa narody wieczne połączy przymierze:

  1. Kaſtor i Pollux zginęli w bitwie przeciw Afareia synom, Jdzie i Linceiowi.