Strona:Iliada.djvu/215

Ta strona została przepisana.


Poszłabym na haniebne w Troi obmówiska:        413
Nieszczęsna! iak okrutny ból mi serce ściska!„
Rozgniewało to Cypru prześliczną królową,
„Nie rozjątrzay mię, rzecze, nędznico! twą mową:
Bo cię w gniewie opuszczę, i z tą serca zmianą,
Tak mi będziesz obrzydłą, iak dzisiay kochaną;
Troian, Greków nienawiść ku tobie zapalę,
Zginiesz, a ia się ciebie więcéy nie użalę.„
Tak przestrasza Helenę, z Jowisza zrodzoną;
Cicho wychodzi, śnieżną okryta zasłoną,
Taiąc się przed Troianek przytomnych oczyma:
Wenus iéy towarzyszy i pierwszy krok trzyma.
Skoro weszła w ozdobne Parysa pokoie,
Służebnice roboty rozpoczęły swoie:
Ona zaś do pałacu górnéy izby wchodzi;
Wenus, na któréy twarzy wdzięk i śmiech się rodzi,
Przy boku męża stołek Helenie podaie.
Siada, odwraca oczy i w te słowa łaie:
„Wróciłeś z poiedynku: obyś legł orężem
Dzielnego bohatyra, który mi był mężem:
A przecię się chlubiłeś, że Menelay tyle
Niewart, co ty, ni w broni, ni w męztwie, ni w sile.
Pódź, i wyzwiy go ieszcze, staw się w polu zbroyny:
Lecz ia ci z serca radzę, żebyś był spokoyny.
Niebezpieczna dla ciebie z nim bronią się składać,
Mógłbyś przez twoię płochość wnet życie postradać.„