Strona:Iliada.djvu/235

Ta strona została przepisana.


Slubuy setne w ofierze iagniąt piérworody,        101
Gdy w oyczystéy Zelei święte wrócisz grody.„
Tak mówiła bogini, a chytra iéy rada,
Niebacznemu wodzowi do serca przypada.
Zatém świetny łuk bierze: ów łup okazały,
Z dzikiego kozła, który gdy wyszedł ze skały,
Na zasadzce ukryty, bohatyr nań galił,
I ugodziwszy w piersi, na ziemię, obalił.
Ten długie na szesnaście dłoni nosił rogi,[1]
Przecudnie sztukmistrz umiał wykształcić łup drogi.
Pyszny róg wystrugawszy, łuk z niego wyrobił,
I oba iego końce złotem przyozdobił.
Ten łuk napina Pandar i do ziemi chyli:
Wierni go towarzysze tarczami okryli,
Aby go piérwéy Greckie nie postrzegły męże,
Niżeli zgubnym grotem Atryda dosięże.
Nieużywaną ieszcze strzałę wziął w kołczanie,
Strzałę, co tylu bólów przyczyną się stanie,[2]
Piórami nastrzępioną raniącą straszliwie,
Umieiętnie na tęgiéy nakłada cięciwie:
A Licyyskiemu bogu, co strzela z daleka,
W dom wróciwszy, stugłowną ofiarę przyrzeka.
Już grot wsparty na wierzchu, pierś dotyka żyły,
Gdy obwód skrzywił, z wielkiém natężeniem siły:
Szczękła strona, łuk warknął, a strzała skrzydlata,
Okrutny cios niosąca, na Greki wylata.[3]

  1. Euſtatius utrzymuie, że Homer taką długość nadaiąc rogom, bynaymniéy podobieńſtwa do prawdy nie obraża. Są rogi dłuższe ieszcze, i podobne za iego czasów widziano w Delos.
  2. Jakoż poſtępek Pandara, ściągnął nayokropnieysze ſkutki: zapalił na nowo woynę, która się ſkończyła na zupełném zniszczeniu Troi. Miał przyczynę Homer czyn Pandara, dla ważności zdarzonych z niego wypadków, obszerniéy opisać.
  3. Dixit, et aurata volucrem Threissa sagittam
    Deprompsit pharetra cornuque infensa tetendit,
    Et duxit longe, donec curvata coirent
    Inter se capita et manibus jam tangeret æquis,
    Læva aciem ferri, dextra nervoque papillam.
    Extemplo teli stridorem aurasque sonantes
    Audiit una Aruns, hæsitque in corpore ferrum.

    Ænei: lib: XI. v. 858.

    „To rzekłszy, Trackiéy strzały z kołczanu dobywa,
    „I róg z tak wielką siłą ciągnie zapalczywa,
    „Że zakrzywione końce prawie z sobą sprzęgła.
    „Lewą bełtu, a piersi prawą ręką sięgła.
    „Strzały śfist i powietrza uczuł Aruns razem,
    „I ciało swoie ostrém przeszyte żelazem.