Strona:Iliada.djvu/238

Ta strona została przepisana.


Straciwszy brata, skończył wyprawę nikczemną:        179
Ach! niech się wtenczas ziemia rozstąpi podemną!„
A Menelay go ciesząc: „Ukóy ten żal srogi,
Nie trać serca, i w woysku nie rozszerzay trwogi:
Bo nie wziąłem śmiertelnéy rany od téy strzały,
Pas i kirys, i blacha, te mnie ratowały.„
„Nayukochańszy bracie, król z jękiem odpowie:
Ach! żebyć niścili te słowa bogowie!
Machaon, lekarz biegły, z rany cię wyléczy,
I przeciw ostrym bólom plastrem zabezpieczy.„
Spieszno rozkaz woźnemu Taltybowi daie:
„Pódź, niechay tu czémprędzéy boski lekarz staie,
Godny syn Eskulapa: niechay nie odwleka,
Oto Menelay wsparcia z jego ręki czeka:
Z Troian, czy z Lików, zgubną ktoś wypuścił strzałę:
Z czego my rzewnie płaczem, z tego on ma chwałę.„
Nie odkłada rozkazu spełnić sługa wierny:
Czémprędzéy się przeciska przez naród pancerny,
Szukaiąc Machaona: zaciągnione z Tryki,
Otaczaią go wkoło mężne woiowniki.
Do niego się odzywa woźny tym wyrazem:
„Przychodzę tu do ciebie z Atryda rozkazem,
Jak nayprędzéy cię widzieć król narodów żąda,
Menelay ranny wsparcia twéy ręki wygląda.
Z Troian, czy z Lików, zgubną ktoś wypuścił strzałę:
Z czego my rzewnie płaczem, z tego on ma chwałę.„